Historia Bradena

W Kolben
W Kolben

Trzymiesięczny maluch przebył do nas długą drogę (ok. 1250 km) z Kolben niemal nad Jeziorem Bodeńskim, gdzie schodzą się granice Niemiec, Austrii i Szwajcarii, do Warszawy.

Od razu wybraliśmy mu imię i zaczęliśmy go wołać. Nie reagował, jakby nie słyszał, choć słuch miał dobry. Po trzech dniach polegliśmy – pewnie mu się nie podoba, więc zmieniliśmy na inne... z tym samym skutkiem.

Kilka dni po przyjeździe do Warszawy
Kilka dni po przyjeździe do Warszawy

Uznaliśmy, że do trzech razy sztuka i zawołaliśmy Braden.
Bez zwłoki przybiegł merdając ogonem. Spodobało mu się. Skoro tak zdecydował, został Bradenem.

Jest naszym pierwszym cockerem z nieobciętym ogonem, co z początku nieco nas stresowało, bowiem trzeba było uważać, aby sterczącej z tyłu kity czymś nie przytrzasnąć, na przykład drzwiami samochodu. Najgorszym problemem była bezdrzwiowa winda, która w drodze na 9 piętro mogła wszędobylskiemu szczeniakowi urwać ogon. Na szczęście  szybko nauczyliśmy go siadania w kącie z dala od bezdrzwiowego otworu.

Sąsiedzi czasem dziwili się, że psiak nie rusza się nawet gdy do niego mówią, a on po prostu przyjął do wiadomości, że winda nie jest miejscem odpowiednim do spotkań towarzyskich. Nawet inne psy jadące razem z nim nie potrafią go z kąta wyciągnąć.

Z czasem przestaliśmy się dziwić jego reakcjom. Trafił nam się nadzwyczajny pies – najinteligentniejszy z dotychczasowych. Rozumie nas doskonale, choć czasem, w przystępie bardzo dobrego lub czarnego humoru, z uśmiechem na mordzie (tak, potrafi się śmiać) droczy się z nami.

Lubi grzać nas swym futerkiem śpiąc wtulony i posapując cicho. Udziela się nam jego spokój.

Braden wzbudza u ludzi czułość i chęć pieszczot. Gdy uśmiechnięty maszeruje merdając ogonem, przechodnie często pytają, czy można go pogłaskać. Ma w kiosku zaprzyjaźnioną panią Anię, do której zgłasza się po "należną" mu porcję pieszczot, a gdy jest zajęta jakimś klientem, pojękuje z pretensją.

Zawarł również bliższą znajomość z krawcem, do którego wpada na kruche ciasteczka. Jest z rewerencją przyjmowany w kwiaciarni i w pasmanterii. Jego dobroci nie sposób nie dostrzec – przyciąga jak magnes, oczywiście tych, którzy nie mają "zwierzętowstrętu".

Wreszcie docenili... Pierwsze CWC
Wreszcie docenili... Pierwsze CWC

Jest ciekawskim podróżnikiem, który lubi poznawać nowe tereny i zwiedzać nieznane miejsca. Jeżeli spacer zdobył jego uznanie, po powrocie do samochodu staje na tylnym siedzeniu i czeka aż usiądziemy z przodu, by lizaniem po uszach podziękować za atrakcję. Wybierając trasy spacerów zastanawiamy się, czy już tam był czy jeszcze nie, czy się ucieszy, czy po prostu bez entuzjazmu przeczłapie po okolicy. Chcąc sprawić mu radość sami poznajemy nowe miejsca - skłania nas do szukania terenów dotychczas niepoznanych.

Po wielu latach przerwy (wszak poprzednik Bradena -  Gawin żył prawie 18 lat) znów zaczęło się bieganie po wystawowych ringach.

W czerwcu 2012 r. Braden zdobył tytuł Championa Polski. Nasz trzeci cocker i trzeci champion. Na wystawy jeździmy dalej. Braden lubi się prezentować, a my lubimy go pokazywać – mimo upływu lat nadal zarażeni wystawowym współzawodnictwem. 

Teraz jest tak, jak zawsze powinno być. Gdy się budzimy wita nas kochany czterołap, każdego dnia potwierdzając, że nie jesteśmy sami. Mamy przyjaciela, który nas nie zawiedzie.

 

W Kolben (In Kolben)
Psy w kennelu vom Schloss Hellenstein (Dogs in vom Schloss Hellenstein kennel)
Kilka dni po przyjeździe do Warszawy (A few days after coming to Warsaw)
Dziwny jest ten świat (Strange is this world)
Wreszcie docenili... Pierwsze CWC (At last they have appreciated... The first CWC)
Jego psia mość w całej okazałości (His doggy majesty in all his grandeur)
Czy mnie znajdą? (Will they be able to find me?)
Ze śniegiem zawsze są kłopoty (Snow always means some troubles)
Słodka drzemka (Sweet nap)